Pusta taśma zamazanych wspomnień. Brak poczucia równowagi. Leżę na sofie, pod kocem z pustą szklaną w ręku. Jak księżyc w pełni rozpoczynam drogę do nowiu. Próbuję wydrzeć się z kajdan nienawiści, by zbudować dla siebie lepszy świat. Nigdy już nie będę walczył z głupotą. Nie dość, że sam mógłbym stać się głupi, to jeszcze nie miałbym powodu do śmiechu. Większa część mnie umarła, stoi obok, powoli odchodzi. Wilgotny człowiek, sadzonka, nadzieja jutra wyłania się powoli. Mija czas wszystko się zmienia, ulatuje. I chodź nie pasuje, tutaj, w świecie waszych własnych upodobań, nie przestanę iść - nie spocznę w martwym punkcie, tak jak wy. Czasami mam wrażenie, że jestem co dla niektórych za dobry. Nie oczekujcie ode mnie szacunku, pomocy, wsparcia, jeśli sami mnie lekceważycie na każdym kroku. Bardzo lubiłem zimę dlatego płakałem na widok topniejącego śniegu. Jednak po zimie przyszła wiosna, którą pokochałem, a ona pokochała mnie. Żółty, żółty, żółty, czarny i biały - Tokio. A teraz zanurzę się w mroku, gdzieś na skraju przepaści. Zwinięty w kłębek, zamknięty w komórce siebie.













