piątek, 10 maja 2013

Moje zmiany w życiu stały się już nieustannym nawykiem. Zaparowały mi oczy, dotknęła mnie faktyczna samotność, ale nie mam już sił, by ją wyleczyć. Jestem człowiekiem, który był rzeźbiony pychą, który zawszę będzie samotny. Moja zraniona dusza ohydnie płacze. Noc jest moją dobrą matką przykrywa mnie swym snem, dni gasną. Moje słowa niewypowiedziane usychają w gardle, moje myśli nieokiełznane zamknięte są w kartce papieru. To niesamowite, że ludzie rozwijają się, jednocześnie cofając się w rozwoju. Moja podróż dobiega końca, fale zmyły mnie z brzegu, wiatr zepchnął w otchłań, ogień stłumił intensywność,  wyblakłe czucie, bezbolesne przejścia. Teraz próbuje się oszukiwać, uciekam do ciszy, tulę wspomnienia drżącym głosem, jeśli już zasypiam, to tylko bez duszy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy