Nareszcie weekend.
Nie poszedłem dziś na dwie pierwsze lekcje. Przed dziewiątą trzydzieści wyszedłem do szkoły, w której było całkiem inaczej z powodu, że mieliśmy tylko biologię. Wróciłem do domu o dwunastej dwadzieścia. Zadzwoniłem do cioci i mam zamiar jechać do niej w następnym tygodniu. Musi się udać dlatego, że umówiłem się na sesje oraz zamówiłem wizażystę i stylistę - strasznie trudno porozumieć się z tymi ludźmi. O szesnastej wyszedłem z Kamilą i Izą. Spędziliśmy półtorej godziny w galerii, czekając na Klaudię, która wracała z Krakowa. Potem przeszliśmy się pod liceum. Było zimno więc mieliśmy odprowadzić Izę. Podczas drogi pokłóciłem się lekko z Kamilą - błaha sprawa. Powiedziałem, żebyśmy nie wychodzili - żałuje tego. Postaram się unormować swoje sprawy do dwunastej bieżącego dnia. Nie mam dziś jako takiej ochoty, by coś napisać, lecz udało mi się.Dobranoc.
Ciągle jestem zdenerwowany. Drażni mnie wszystko - dosłownie.
Miałem dziś napad senności ledwo, trzymałem się na nogach.
Zimno, mgła panująca za oknem jest zatrważająca.
Radykalnie zmieniam otoczenie.
Jestem bardziej raptowny.
Na niby uśmiecham



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz